Zmarło
się starej Marjanie. „I dobrze. Nikt jej tu nie lubił. Nawet własna rodzina” –
myśli córka Lila, szykując się do pogrzebu. O siedemnastej ma być pop, ale ktoś
musi po niego pojechać, bo wiekowy i sam na peryferie miasta nie dotrze. Ważne,
żeby był ten sam, co im drzewo obok święcił. Tyle roboty przed tym pogrzebem! A
to papiery, a to sprzątanie domu, bo co ludzie powiedzą, a jeszcze tę pszenicę
gotuj całą noc!
Sąsiedzi powiadomieni, catering na cmentarz
zamówiony, można wyjść i przyjmować kondolencje. Dobrze się matka w porę roku
wpasowała, nie trzeba się grubo ubierać, w maju czarna koszula wystarczy. Lila
poprawia spodnie synowi i zaraz się krzywi. „Co się głupio śmiejesz? Babci się
zmarło, szacunku trochę!”.
Po
popa pojedzie Darko. Nie będzie go na pogrzebie, bo musi żonę z córeczką
zawieźć na kontrolę do lekarza. Jakoś tak niefortunnie się sąsiadce zmarło
akurat na początku maja. Zresztą po co ciągać dzieciaka po takich imprezach.
Pójdą wszyscy, kondolencje złożą, Darko starego przywiezie i wrócą do swoich spraw.
„Dobrze dziś ta kontrola wypada. Pić za duszę zmarłej, co mi dziecko wyzywała,
jakoś głupio…” – myśli Darko, wsiadając do samochodu.
Prawdę
mówiąc, Marjana rzeczywiście dziecko, i to nie jedno, od znajd wyzwała. Ale nie
dziecko Darka. Nie jego własne. Dwóch synów już odchował, duma rodziców, jeden
studiuje w Belgradzie, drugi pływa jako oficer na hiszpańskich statkach, a na
starość zachciało się żonie cudze dzieci bawić. Razem ze Sladją są od kilku lat
rodziną zastępczą dla małej Anji. Opieka społeczna w Serbii bardziej
przeszkadza niż pomaga, państwo daje marne grosze, a tu co chwila lekarz,
rehabilitacja, paliwo drogie. Ale co zrobić, Anja to oczko w głowie Darka i na
nic skargi żony, że za bardzo małą rozpieszcza. „Rozpieszczam póki mogę” – mówi
Darko, bo chodzą słuchy, że po wakacjach Anja wróci do babci, żeby tam zacząć
szkołę podstawową. Matka Anji zmarła przy porodzie, babcia na swój sposób kocha
dziewczynkę, ale ledwo wiąże koniec z końcem. Dużo lepiej byłoby małej u Darka i
Sladji, ale niestety takie prawo.
Żałobnicy
się schodzą do domu Lily. Kondolencje przyjmuje też brat Marko i jego
żona/nieżona Zoja. O, jej to dopiero Marjana nerwów napsuła! Co się Zoja
nasłuchała, że tylko na kasę leci, dziwka kosowska… Może i Zoja urodziła się w
Kosowie, ale jest Serbką, podobnie jak Marjana. Żeby zaraz dziwka… Teściowa
kiedyś tak namieszała, że nawet się z Markiem rozeszli na kilka miesięcy. Na
szczęście pogodziła ich sąsiadka, która nie mogła patrzeć na smutne zakończenie
pięknej historii. Bo Zoja najpierw zakochała się w … głosie Marka! Po rozwodzie
z mężem, policjantem o paskudnym charakterze, wyjechała z Kosowa do brata w
Belgradzie. Brat, jak sam mówi, nie mógł patrzeć, że taka fajna babka się
marnuje, dlatego dał jej numer telefonu swojemu koledze z okolic Kraljeva. Zoja
najpierw porządnie opieprzyła i brata, i Marka, ale z każdą rozmową łagodniała.
A jeszcze ani razu na oczy Marka nie widziała! Spotkali się dopiero po
miesiącu, a wtedy już szybko poszło.
Zanim
Marko całkowicie zerwał kontakt z matką (po prawdzie nadal czasem z nią
rozmawiał, ale już nie mogła przychodzić po sąsiedzku na kawę), sprawy w swoje
ręce musiała wziąć Jelena. Gdyby nie ona, nie mieliby dziś razem domu,
kurczaków, świni i kilku drzewek cytrynowych, budzących zazdrość sąsiadów.
Jelena
też nie pójdzie na pogrzeb. Już złożyła kondolencje całej rodzinie, ale jej
biodro nie zniosłoby tak długiej drogi na cmentarz. Jest świeżo po operacji u
najlepszego chirurga w Serbii. Chwała Bogu, brat byłego męża pije z nim rakiję,
więc udało się dostać do szpitala wojskowego bez kolejki. Brat ma klasę,
pieniądze i znajomości, nie to co były mąż. Tylko o chlaniu i kobietach myślał
całe życie, żadnej pomocy przy dzieciach, a przecież Jelena jeszcze sklep sama
prowadziła. „Nie ma co rozpamiętywać. Było minęło. Da Bóg zdrowie biedakowi,
żeby mu się nie zmarło jak starej Marjanie”.
Jelena
jako jedyna w okolicy piła z Marjaną kawę. Nie jak bliskie przyjaciółki, ale
tak po sąsiedzku, bo jakoś głupio by było zaprosić tylko Lilę bez matki. Mimo
że Marjana przeganiała kota Jeleny ze swojego ogródka i ciężko było słuchać tej
samej litanii chorób przy każdym spotkaniu, a do tego jeszcze stara bardzo
przypominała charakterem jej byłą teściową, to Jelenie żal Marjany. Wiele lat
temu po trzęsieniu ziemi jednak pomogła posprzątać dom. Jelena o trzęsieniu w
pobliżu Kraljeva dowiedziała się, będąc u rodziny w górach. Mało jej serce nie
stanęło! Dopiero co sprzedała dochodowy sklep, kupiła ziemię blisko przyjaciół
z dzieciństwa, dopiero co wyprowadziła się od męża pijaka i wykończyła parter
domu, a tu takie nieszczęście! Siedemdziesiąt kilometrów przejechała z duszą na
ramieniu, ale święty Sawa nad nią czuwał. Trochę bałaganu w salonie, drobne
pęknięcia tynku, za to konstrukcja stabilna. Niestety najbliżsi sąsiedzi byli
bardziej poszkodowani, dlatego na jakiś czas udostępniła swój dom rodzinie z
małymi dziećmi, póki nie skończy się odbudowa ich domu.
O
siedemnastej z domu Marjany wyrusza kondukt pogrzebowy. Na przedzie wielki krzyż
niesiony przez syna Lily, dalej trumna, a za nią rodzina i sąsiedzi. Niektórzy
przyszli dla Lily, niektórzy dla Marka, niektórzy z grzeczności. Do cmentarza
jeszcze daleko, bo z trumną nie można iść skrótem przez łąki Mitka, ale
atmosfera już robi się swobodniejsza. Nieznajomi się wzajemnie zagadują,
wszyscy narzekają na majowy upał, ciepła wiosna w tym roku. Krótkie pożegnanie
zmarłej, chociaż pop się nie spieszy, Darka jeszcze nie ma. Długa kolejka do
stolika, przy którym stoi rodzina i częstuje gości rakiją i winem za duszę
Marjany. Lila ma smutną minę, ale pilnuje, żeby każdy skosztował choć trochę
słodkiej pszenicy z kolorowymi galaretkami, nie po to gotowanej całą noc, żeby
się teraz zmarnowała! „Dziękuję, niech ci Bóg wynagrodzi. Rakija? Wino? Pakiety
z obiadem po lewej.”
Pop
odjechał. Właściwie już po pogrzebie, ale goście swobodnie rozsiadają się na
ławkach przy grobach i dopijają napoje. Syn Lily żegna się ze znajomymi.
„Wpadnijcie wieczorem. Zostały jeszcze dwie skrzynki piwa!”
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz