10.02.2020

Zmarło się starej Marjanie



Zmarło się starej Marjanie. „I dobrze. Nikt jej tu nie lubił. Nawet własna rodzina” – myśli córka Lila, szykując się do pogrzebu. O siedemnastej ma być pop, ale ktoś musi po niego pojechać, bo wiekowy i sam na peryferie miasta nie dotrze. Ważne, żeby był ten sam, co im drzewo obok święcił. Tyle roboty przed tym pogrzebem! A to papiery, a to sprzątanie domu, bo co ludzie powiedzą, a jeszcze tę pszenicę gotuj całą noc!
 Sąsiedzi powiadomieni, catering na cmentarz zamówiony, można wyjść i przyjmować kondolencje. Dobrze się matka w porę roku wpasowała, nie trzeba się grubo ubierać, w maju czarna koszula wystarczy. Lila poprawia spodnie synowi i zaraz się krzywi. „Co się głupio śmiejesz? Babci się zmarło, szacunku trochę!”.
Po popa pojedzie Darko. Nie będzie go na pogrzebie, bo musi żonę z córeczką zawieźć na kontrolę do lekarza. Jakoś tak niefortunnie się sąsiadce zmarło akurat na początku maja. Zresztą po co ciągać dzieciaka po takich imprezach. Pójdą wszyscy, kondolencje złożą, Darko starego przywiezie i wrócą do swoich spraw. „Dobrze dziś ta kontrola wypada. Pić za duszę zmarłej, co mi dziecko wyzywała, jakoś głupio…” – myśli Darko, wsiadając do samochodu.
Prawdę mówiąc, Marjana rzeczywiście dziecko, i to nie jedno, od znajd wyzwała. Ale nie dziecko Darka. Nie jego własne. Dwóch synów już odchował, duma rodziców, jeden studiuje w Belgradzie, drugi pływa jako oficer na hiszpańskich statkach, a na starość zachciało się żonie cudze dzieci bawić. Razem ze Sladją są od kilku lat rodziną zastępczą dla małej Anji. Opieka społeczna w Serbii bardziej przeszkadza niż pomaga, państwo daje marne grosze, a tu co chwila lekarz, rehabilitacja, paliwo drogie. Ale co zrobić, Anja to oczko w głowie Darka i na nic skargi żony, że za bardzo małą rozpieszcza. „Rozpieszczam póki mogę” – mówi Darko, bo chodzą słuchy, że po wakacjach Anja wróci do babci, żeby tam zacząć szkołę podstawową. Matka Anji zmarła przy porodzie, babcia na swój sposób kocha dziewczynkę, ale ledwo wiąże koniec z końcem. Dużo lepiej byłoby małej u Darka i Sladji, ale niestety takie prawo.
Żałobnicy się schodzą do domu Lily. Kondolencje przyjmuje też brat Marko i jego żona/nieżona Zoja. O, jej to dopiero Marjana nerwów napsuła! Co się Zoja nasłuchała, że tylko na kasę leci, dziwka kosowska… Może i Zoja urodziła się w Kosowie, ale jest Serbką, podobnie jak Marjana. Żeby zaraz dziwka… Teściowa kiedyś tak namieszała, że nawet się z Markiem rozeszli na kilka miesięcy. Na szczęście pogodziła ich sąsiadka, która nie mogła patrzeć na smutne zakończenie pięknej historii. Bo Zoja najpierw zakochała się w … głosie Marka! Po rozwodzie z mężem, policjantem o paskudnym charakterze, wyjechała z Kosowa do brata w Belgradzie. Brat, jak sam mówi, nie mógł patrzeć, że taka fajna babka się marnuje, dlatego dał jej numer telefonu swojemu koledze z okolic Kraljeva. Zoja najpierw porządnie opieprzyła i brata, i Marka, ale z każdą rozmową łagodniała. A jeszcze ani razu na oczy Marka nie widziała! Spotkali się dopiero po miesiącu, a wtedy już szybko poszło.
Zanim Marko całkowicie zerwał kontakt z matką (po prawdzie nadal czasem z nią rozmawiał, ale już nie mogła przychodzić po sąsiedzku na kawę), sprawy w swoje ręce musiała wziąć Jelena. Gdyby nie ona, nie mieliby dziś razem domu, kurczaków, świni i kilku drzewek cytrynowych, budzących zazdrość sąsiadów.
Jelena też nie pójdzie na pogrzeb. Już złożyła kondolencje całej rodzinie, ale jej biodro nie zniosłoby tak długiej drogi na cmentarz. Jest świeżo po operacji u najlepszego chirurga w Serbii. Chwała Bogu, brat byłego męża pije z nim rakiję, więc udało się dostać do szpitala wojskowego bez kolejki. Brat ma klasę, pieniądze i znajomości, nie to co były mąż. Tylko o chlaniu i kobietach myślał całe życie, żadnej pomocy przy dzieciach, a przecież Jelena jeszcze sklep sama prowadziła. „Nie ma co rozpamiętywać. Było minęło. Da Bóg zdrowie biedakowi, żeby mu się nie zmarło jak starej Marjanie”.
Jelena jako jedyna w okolicy piła z Marjaną kawę. Nie jak bliskie przyjaciółki, ale tak po sąsiedzku, bo jakoś głupio by było zaprosić tylko Lilę bez matki. Mimo że Marjana przeganiała kota Jeleny ze swojego ogródka i ciężko było słuchać tej samej litanii chorób przy każdym spotkaniu, a do tego jeszcze stara bardzo przypominała charakterem jej byłą teściową, to Jelenie żal Marjany. Wiele lat temu po trzęsieniu ziemi jednak pomogła posprzątać dom. Jelena o trzęsieniu w pobliżu Kraljeva dowiedziała się, będąc u rodziny w górach. Mało jej serce nie stanęło! Dopiero co sprzedała dochodowy sklep, kupiła ziemię blisko przyjaciół z dzieciństwa, dopiero co wyprowadziła się od męża pijaka i wykończyła parter domu, a tu takie nieszczęście! Siedemdziesiąt kilometrów przejechała z duszą na ramieniu, ale święty Sawa nad nią czuwał. Trochę bałaganu w salonie, drobne pęknięcia tynku, za to konstrukcja stabilna. Niestety najbliżsi sąsiedzi byli bardziej poszkodowani, dlatego na jakiś czas udostępniła swój dom rodzinie z małymi dziećmi, póki nie skończy się odbudowa ich domu.
O siedemnastej z domu Marjany wyrusza kondukt pogrzebowy. Na przedzie wielki krzyż niesiony przez syna Lily, dalej trumna, a za nią rodzina i sąsiedzi. Niektórzy przyszli dla Lily, niektórzy dla Marka, niektórzy z grzeczności. Do cmentarza jeszcze daleko, bo z trumną nie można iść skrótem przez łąki Mitka, ale atmosfera już robi się swobodniejsza. Nieznajomi się wzajemnie zagadują, wszyscy narzekają na majowy upał, ciepła wiosna w tym roku. Krótkie pożegnanie zmarłej, chociaż pop się nie spieszy, Darka jeszcze nie ma. Długa kolejka do stolika, przy którym stoi rodzina i częstuje gości rakiją i winem za duszę Marjany. Lila ma smutną minę, ale pilnuje, żeby każdy skosztował choć trochę słodkiej pszenicy z kolorowymi galaretkami, nie po to gotowanej całą noc, żeby się teraz zmarnowała! „Dziękuję, niech ci Bóg wynagrodzi. Rakija? Wino? Pakiety z obiadem po lewej.”
Pop odjechał. Właściwie już po pogrzebie, ale goście swobodnie rozsiadają się na ławkach przy grobach i dopijają napoje. Syn Lily żegna się ze znajomymi. „Wpadnijcie wieczorem. Zostały jeszcze dwie skrzynki piwa!”

 



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz