6.04.2019

Sezon na kalmary

"Himara to jedna z pereł Riwiery Albańskiej - piękne plaże nad lazurowym Morzem Jońskim, majestatyczne góry schodzące prosto do morza, niedrogie restauracje serwujące znakomite owoce morza oraz bary z kolorowymi drinkami zapewnią Państwu relaks i niezapomniane wakacje. Miejscowość zamieszkuje także mniejszość grecka, więc kto kocha greckie klimaty, w Himarze na pewno je odnajdzie!". Od maja do października. 

W listopadzie kończy się długi sezon turystyczny, a zaczyna sezon na... nudę i kalmary.   



5 : 00   
Rybacy wypływają na poranny połów. To ostatni dzień ładnej pogody, na jutro zapowiadają burzę.

7 : 30   
Besi jest już w pracy. Zaspany przygotowuje stoliki dla pierwszych gości kawiarni. Na napiwki od miejscowych nie ma co liczyć, dlatego motywacji do pracy też brakuje. Z pensji kelnera trzydziestolatkowi ciężko utrzymać żonę i dwójkę małych dzieci. Za samo wynajęcie mieszkania płaci prawie dwieście euro, a wypłata niewiele większa. Żona na szczęście znalazła pracę - przed południem sprząta i gotuje u starego Greka. Trochę pomoże rodzina, ale wszyscy mieszkają w Fier, a tam też ciężko z pracą.  Na zimę planuje zostać w Himarze; nadmorska kawiarnia jest otwarta przez cały rok, a później razem z żoną pomyślą, co dalej. Na razie martwi się opłatami za ogrzewanie - październik był słoneczny i sporo zaoszczędzili, ale niedługo przyjdą listopadowe sztormy i trzeba będzie napalić w kominku. Drewno już kupił, "taniej niż naftą i bezpieczniej niż gazem". 





9: 00   
Petrit spóźnia się do pracy. Zazwyczaj otwiera o ósmej, ale wczoraj do późna świętował urodziny kolegi. Nikt nie zwraca mu uwagi, bo właściciel lokalu wyjechał na kilka miesięcy do Włoch, zostawiając restaurację i swój stary skuter pod opieką pracownika. W listopadzie nie ma wielu gości, dlatego na miejscu może pracować tylko jedna osoba. Serwowanie kawy i piwa czy pobieranie opłat za stół bilardowy to dla dwudziestosiedmiolatka żaden wysiłek - i z tym właśnie ma problem.

Sezon letni jest dla Petrita czasem cieżkiej pracy jako szef kuchni, ale dzięki temu wypłatę ma w porządku ("nie to co zimą... dwieście pięćdziesiąt euro..."), miasteczko tętni życiem, można poznać nowych ludzi, wyjść na plażę w czasie przerwy. Teraz brakuje mu tej adrenaliny. Miasteczko jesienią zamienia się w "placówkę dla emerytów"; kto ma możliwość, wyjeżdża za granicę albo choćby do stolicy - Tirany. Petrit chciałby wyjechać do Niemiec, gdzie żyją wszyscy jego znajomi, ale ma problem z paszportem. Kilka lat wcześniej z rodzinnej wioski w okolicach Elbasanu wyjechał do Grecji, gdzie mieszkał bez pozwolenia na pobyt i po czterech latach został stamtąd wydalony z zakazem przebywania na terenie Unii Europejskiej. Jedynym rozwiązaniem jest przeczekanie jeszcze dwóch lat, aż zakaz straci ważność, albo... znalezienie żony z paszportem unijnym. Tak zrobił jego kolega i teraz jest szczęśliwym mężem starszej od siebie Niemki. Niestety to nie takie proste, bo spędzając cały dzień w kuchni, trudno o poważne znajomości z turystkami, a poza sezonem turystów jak na lekarstwo. Barierą jest też słaby angielski, o niemieckim nawet nie wspominając. Za to grecki Petrit ma w małym palcu; co z tego... Greczynki raczej nie wiążą się z Albańczykami. 

Ponure rozważania przerywa wiadomość od siostry, która od wczoraj jest w szpitalu. Razem z mężem oczekują dziecka, a Petrit cieszy się, że pierwszy raz zostanie wujkiem. Umówił się z szefem, że jeśli utarg w lokalu do końca miesiąca się nie polepszy, w grudniu zamknie i wróci do domu. Może bez pieniędzy, ale dziecko w rodzinie to samo szczęście i jakoś przeczeka do wiosny.




11 : 00   
Do Petrita na kawę przychodzi Ani. Miał przyjść z Andreą, ale ten jak zwykle zaspał. Nic dziwnego - nie ma żadnych obowiązków, szkołę już dawno skończył, rodzice prowadzą spory (jak na Himarę) hotel, więc o pieniądze nie musi się martwić. Nie to co Ani, który nie jest stąd i dorabia sobie, sprzedając znajomym różne używki. Kokaina z Vlory jest ponoć najlepsza w całej Albanii, dlatego w sezonie Ani ma zapewniony dochód. Teraz z pieniędzmi kiepsko, bo na co komu środki pobudzające w miasteczku, które idzie spać o dziesiątej. Na szczęście Andrea jeszcze przez jakiś czas zgodził się udostępniać koledze pokój w swoim hotelu, oczywiście za stałą dostawę różnych specyfików. 

12 : 30   
Do przystani przybijają małe łodzie rybackie. Starsi, elegancko ubrani panowie gromadzą się wokół rybaków. Po krótkiej wymianie zdań na temat dzisiejszego połowu każdy z panów oddala się z siateczką pełną świeżych ryb i owoców morza. Jeden z rybaków dumnie prezentuje wielkiego miecznika, którego potem niesie przez cały deptak, wszędzie budząc zainteresowanie. 

13 : 30   
Petrit zaprasza na obiad Sofa. Dla turystów kuchnię zamknął miesiąc temu, ale właściciel restauracji pozwala mu z niej korzystać. W lodówce zostało trochę ośmiorniczek, poza tym zaczął się sezon na kalmary - na skromny makaron z owocami morza wystarczy.

Sofo właśnie kupił przez Internet bilet do Hannoveru. Jedzie odwiedzić znajomych, może trochę popracować, ale nie za długo, bo z pracy jako kelner w sezonie odłożył na Sylwestra w Atenach. Ma rodzinę w Grecji i pewnie zostanie do wiosny. Na razie martwi się dojazdem z lotniska do centrum Hannoveru, bo nie zna niemieckiego, a Google Maps pokazuje sporą odległość. 




14 : 30   
Na ławeczkach przy morzu zbierają się grupki młodych chłopaków. Do Himary właśnie przyjechała wycieczka szkolna - same dziewczyny! Żeby wzbudzić zainteresowanie, chłopaki wchodzą na ławki, przepychają się między sobą, nawet nieśmiało proponują wspólne zdjęcie. Dziewczyny udają, że ich nie widzą i robią kolejne selfie na tle plaży. 

15: 00   
Besi i Petrit zamykają na czas dwugodzinnej sjesty. Petrit z Sofem jadą skuterem za miasto, żeby zapalić jointa z widokiem na góry i całą okolicę. Besi niechętnie kieruje się w stronę domu, ale po drodze zmienia zdanie i idzie do kolegi pożyczyć strój do nurkowania.

16 : 30   
Na deptak wjeżdżają cztery harleye na stołecznych rejestracjach. Właściciele motocykli siadają na kawę w jedynej otwartej o tej porze restauracji, niedaleko Besiego i Petrita.

18 : 30   
Sofo z kolegami wpadają do Petrita na rundkę bilarda. Z chwili przerwy korzysta też Besi. Sprawdza wyniki rozgrywek, obstawia nowe zakłady, niekoniecznie znanych drużyn, może być nawet liga chińska, byle parę groszy wpadło. Chodzą słuchy, że premier Edi Rama niedługo zamknie wszystkie lokale związane z hazardem. 




20 : 00   
Na bilard i piwo przychodzą Ani i Andrea, który zdążył wytrzeźwieć po ostatniej nocy. Na wolny stół muszą poczekać, aż skończą grę hałaśliwi Grecy. Chłopaki nie czekają długo, bo po jednego z Greków przychodzi żona i towarzystwo szybko się rozchodzi. Na deptaku też robi się pusto, ale to złudne wrażenie, bo kilkaset metrów dalej, przy głównej ulicy, lokale o tej godzinie wciąż są pełne. Mecz można obejrzeć gdziekolwiek, a cena za piwo wyraźnie różni się od tej na deptaku.

22 : 00   
Besi zamknął wcześniej. Przebiera się w strój do nurkowania i schodzi na plażę. Z nocnego połowu wróci z jedną ośmiornicą.

23 : 00   
U Petrita pojawia się lekko wstawiony cudzoziemiec. Zamawia szklaneczkę rakiji i łamanym angielskim przedstawia się jako kapitan sporego jachtu, który kilka dni temu wpłynął do Himary. Martwi się zapowiadaną burzą. Gdyby coś się stało ze statkiem, musiałby powiadamiać właściciela w Sarandzie i sprowadzić sprzęt aż z Durres. Jednak szybko odzyskuje dobry humor, nawet chce kupić szczygła w klatce - maskotkę lokalu. Oferuje sto euro, ale Petrit nie traktuje go poważnie.

23 : 30
Pod ścianami zamkniętych restauracji przemyka znajomy kelner, za nim dziewczyna w kapturze. Znikają w wejściu do prywatnych kwater na wynajem. Ani z kolegami robią zakłady, kto to może być, bo sytuacja powtarza się kilka razy w tygodniu, a znajomego głupio zapytać wprost. Następnego dnia ktoś w końcu rozpozna córkę dyrektora gimnazjum.




00 : 00   
Petrit nie daje się namówić na kolejną imprezę. Na dziś wystarczy, woli pogadać z kolegami z Niemiec na Messengerze, pooglądać telewizję i w końcu się wyspać.

Ani z Andreą po kilku piwach przenoszą się do lokalu, gdzie znają barmana. Wprawdzie sezonowa gorączka już minęła, ale przyzwyczajenia zostały, a za drobną dostawę towaru kolega nie zamknie tak wcześnie. Na miejscu ("shyqyr zotit!" - "chwała bogu!") zastają znajomą Greczynkę Elenę w towarzystwie kolegi Mihaila. Po kilku drinkach Andrea wchodzi za bar i zaczyna puszczać ulubione piosenki dziewczyny, która już całkiem pijana, mimo sprzeciwów Mihaila, robi chłopakom pokaz tańca. Sytuacja robi się niezręczna, kiedy do klubu przychodzi mąż Eleny - Vasili. Siada przy stoliku na drugim końcu sali, zamawia piwo i obserwuje zabawę.

Elena i Vasili mają skomplikowaną historię i nastoletniego syna. Schodzą się i rozchodzą od kilku lat, Vasili nie jest ojcem trójki dzieci z poprzedniego małżeństwa Eleny, która dodatkowo ma wybuchowy charakter i czasem po pracy w zakładzie fryzjerskim lubi wyjść ze znajomymi.

Dziewczyna z każdym kieliszkiem robi się coraz bardziej towarzyska, podobnie jak Andrea, któremu nie przeszkadza obecność męża. Vasili kilka razy prosi Elenę, żeby wróciła do domu, w końcu wychodzi w złości, ale wraca po kilku minutach.

Impreza kończy się nad ranem bójką między Grekami i Albańczykami. Następnego dnia Andrea połowy nie pamięta.

2 : 00   
Zrywa się silny wiatr od morza. Fale uderzają o brzeg, zalewając całą plażę i część deptaku. Dochodzą nawet do pierwszych stolików w nadbrzeżnych restauracjach.

5 : 00   
Jacht się przewraca i osiada na mieliźnie. 



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz