Mają po dwadzieścia parę lat,
pochodzą z Kosowa i chcą zarobić parę groszy. Gdyby mieli więcej gotówki albo znajomości
zagranicą, wybraliby jakiś kraj unijny; jednak to lato spędzą w czarnogórskim
Ulcinju.
-
Chodź, chodź! – już z daleka krzyczy Sabri do każdego Polaka, który przechodzi
obok. – Co chcesz? Pizza, kebab? Mam wszystko!
Poza polskim, którego
ponoć nauczył się w Warszawie (- Gdzie dokładnie? – Tu i tam…), zna jeszcze sto
innych języków i przekona każdego turystę, że właśnie u niego zje najlepszy
kebap w mieście. Sabri, podobnie jak pozostała trójka, pracuje w jednym z wielu barów szybkiej obsługi w
Ulcinju, ostatnim większym miasteczku przed granicą albańską. Menu przygotowane
typowo pod turystów – kebap, hamburger, pizza, makaron, mięso z frytkami, na
specjalne życzenie ryba. Domową kuchnię reprezentuje jedynie gulasz i „pasul” – rodzaj zupy fasolowej albo
fasolki po bretońsku, ulubione danie starszych turystów.
Sabri
przyjeżdża do Ulcinja co roku. W kosowskiej Mitrowicy zostawił żonę i
kilkumiesięczną córeczkę. Pokazuje zdjęcie w telefonie, śliczny bobas uśmiecha
się do obiektywu. Pytam, czy tęskni za rodziną.
- Tak, bardzo tęsknię
za córką!
- A za żoną? –
dopytuję.
- No też… Patrz! Tu mam
zdjęcie mojej dziewczyny!
- Jakiej dziewczyny? –
dziwię się.
- No z Ulcinja. Ale to
stara baba. Kupiła mi w prezencie telefon i co parę dni ładuje konto za
dwadzieścia euro. Ale stara jest… Ja to wolę młodsze. Wszystkie za mną latają!
Przyglądam się Sabriemu
– niewysoki, szczupły, duże czarne oczy, orli nos i… poważne ubytki w
uzębieniu. Na playboya raczej nie wygląda.
Dziewczyny,
poza pracą, to główny temat rozmów w Kebabie. Ulica, przy której znajduje się
bar, latem jest pełna ślicznych turystek. O to jak wyglądają wakacyjne
znajomości, pytam Kujtima, kolegę Sabriego. Kujtim na co dzień studiuje
ekonomię w Prisztinie, tu pracuje jako kelner.
- Co ten Sabri
wygaduje?! – denerwuje się. W sezonie na dziewczyny nie ma w ogóle czasu!
Kujtim, podobnie jak
Sabri, pracuje od dziesiątej rano, w południe ma dwie, trzy godziny przerwy, w
czasie których odsypia, bo kolejną zmianę zaczyna około piątej popołudniu aż po
późnych godzin nocnych.
- Nie wierzę, że przez
cały sezon ani razu nie wyszedłeś na
piwo.
- No czasem wychodzę.
Jak zamkniemy o drugiej albo wpół do trzeciej, idziemy z chłopakami napić się
piwa na przystani.
- Tylko wtedy dziewczyn
w mieście już nie ma…
- Właśnie…
Za to w dzień może do
woli patrzeć na przechodzące turystki. Czasem uda mu się zaprosić którąś do
środka. Ma nawet stałe klientki, ale żadna nie chce wymienić się numerami. Nie
szkodzi, za tydzień przyjedzie następny turnus, może tym razem się uda.
Tego
roku w sierpniu wypada muzułmański post Ramadan. Teoretycznie Kujtim w tym
czasie powinien się skupić na rozmyślaniach, bez alkoholu i flirtów.
Najchętniej na zakończenie postu pojechałby do domu, żeby świętować Bajram,
niestety ciągle trwa sezon, ale może wysłać rodzinie kilka groszy. Pytam jak to
jest z tym postem.
- Pracuję po
kilkanaście godzin dziennie, ani jednego dnia wolnego, więc o poście do zachodu
słońca nie ma mowy. Nasza kucharka próbowała parę dni, ale nie wytrzymała.
Wierzę. Z kuchni bucha
gorąco, a sympatyczna Suza od rana na nogach.
Pizzerman Faruk ma trochę lepsze godziny pracy. Zaczyna
dopiero o czternastej, dlatego co drugi, trzeci dzień idzie na plażę. Plaża miejska,
mimo urokliwego otoczenia, jest zaśmiecona i zawsze pełna ludzi, ale Farukowi
to nie przeszkadza, bo tak łatwiej kogoś poznać. Drobny blondyn, z wyglądu
siedemnasto-, osiemnastolatek (w rzeczywistości o dziesięć więcej) wyróżnia się
w ciemnowłosym tłumie. Z nawiązywaniem znajomości nie ma problemu. Gorzej z jej
kontynuowaniem.
- Poznaję dziewczynę,
biorę numer i dalszego ciągu nie ma, bo zaraz muszę iść do pracy, a żadna nie
może zaczekać na mnie do drugiej czy trzeciej w nocy. Potem turnus się kończy i
ona wyjeżdża. Ale chociaż trochę esemesów powysyłam…
Pytam, czy w Prisztinie,
skąd pochodzi Faruk, też jest tak ciężko nawiązać nowe kontakty.
- Nie! Tam mam tyle
dziewczyn, ile tylko mi się zamarzy! Mam własny klub i każda chce mnie poznać.
Ale denerwują mnie takie głupie dziewczyny, co najpierw zgadzają się na
wszystko, a potem w hotelu – nie wiem, nie jestem pewna, może jutro.
Zaczynam podejrzewać, że chłopaki trochę fantazjują. Co
robi właściciel klubu w nadmorskim barze z kebabem? Dlaczego student
ekonomii nie potrafi sklecić jednego poprawnego zdania po angielsku? Czemu
playboy-poliglota, tak obyty w
świecie, co roku pracuje w tym samym lokalu na czarnogórskiej prowincji?
Przy kebabie pracuje jeszcze Arsim z Nowego Tetowa, małej
macedońskiej wsi. Pochodzi z rodziny albańskiej, bardzo słabo zna serbski, a do
Ulcinja przyjechał za namową starszych braci, którzy co sezon zatrudniają się w
lokalnych barach. Dziwię się, kiedy ten niski, szczuplutki, o sympatycznej
twarzy dziecka chłopak mówi, że ma dwadzieścia pięć lat, a w Macedonii zostawił
żonę i dwuletnią córeczkę. W telefonie oglądamy galerię zdjęć ze ślubu,
uśmiechniętą parę młodą w tradycyjnym stroju, kilka ujęć ze spotkań rodzinnych,
widoki wspaniałych górskich krajobrazów i oczywiście największą dumę Arsima – podobną
do niego córkę. Żeby zarobić na utrzymanie rodziny, Arsim większą część roku
spędza poza domem, w większości w Prisztinie, bo w jego okolicy ciężko znaleźć
pracę bez wykształcenia. Co dwa, trzy dni dzwoni, żeby porozmawiać z żoną. Przyznaje,
że mu ciężko, ale nie tyle z powodu rozstania z rodziną, co z… braku kobiety.
- Chętnie bym kogoś
poznał, żeby latem nie być sam. Od dwóch miesięcy nikogo nie mam.
Pytam, czy w Macedonii
też ogląda się za dziewczynami.
- A po co? Przecież mam
żonę!
- A może żona, jak
ciebie nie ma, ogląda się za innymi? – rzucam żartem.
-Nie! To niemożliwe!
Rodzice pilnują, żeby nie spotykała się z innymi. Poza tym ma męża!
- Ale ciebie ciągle nie
ma w domu. Może też chciałaby kogoś poznać, żeby nie być sama, tak jak ty.
- Ona pilnuje dziecka i
domu. Ja to co innego…
Żeby się dłużej nie
kłócić z Arsimem, pytam go co będzie robił, jak wróci do domu.
- Nic! – śmieje się.
Cały miesiąc będę się bawił z córeczką i odwiedzał rodzinę i przyjaciół. Żona
mówiła mi wczoraj, że trzeba by naprawić dach na zimę…
- A później?
- Znów wyjeżdżam. Brat
załatwi mi pracę przy kebabie w Prisztinie.
Od połowy września miasteczko pustoszeje, a Fast Food
Dyner Kebap powoli się zamyka. Zimą szef nie pracuje, a to co zarobił latem,
musi mu wystarczyć do początku nowego sezonu.
Sabri pracuje do samego
końca. Obsługuje nielicznych gości z mniejszą werwą, ale od Polaków zawsze
dostaje napiwek. – Mój przyjaciel, ty wracasz za rok! – krzyczy uśmiechnięty. Turyści
rzadko wracają, ale Sabri jeszcze nie raz trafi do uljcińskiego baru.
Kujtim cieszy się jak
dziecko, kiedy dostaje ostatnią wypłatę. Kilka ostatnich dni spędza na plaży,
odwiedza wszystkie kawiarnie i… kasyna. Większość pieniędzy przegrywa.
Faruk dzwoni do
przyjaciela z Prisztiny, żeby przyjechał zabrać go do domu. Wożą się po mieście
dobrym autem, puszczają na full albańskie disco i kupują kilka złotych
łańcuszków do kolekcji.
Arsim trzy tygodnie
przed wyjazdem poznaje dziewczynę i po trzech miesiącach „postu” w końcu chodzi
uśmiechnięty i pełen energii.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz